poniedziałek, 24 lutego 2014

FABUŁY ZARYS OGÓLNY


ROK 2033, luty, wciąż ta sama, dobrze znana Planeta Matka


W czwartej dekadzie XXI wieku Świat może być pięknym miejscem - pełnym technologii, o której nie śniło się największym wizjonerom, spokojnym i, po dokonaniu rozpoczętych na początku stulecia obyczajowych przemian, przepełnionym wzajemną akceptacją i tolerancją. Kolonizacja kosmosu mogłaby iść całkiem nieźle, podobnie jak realizacja udoskonalonej i doprowadzonej do perfekcji idei demokracji.To jednak scenariusz aż nadto optymistyczny, żeby jego autora można było choćby podejrzewać o bycie przy zdrowych zmysłach. Świat mógł bowiem pójść w zupełnie innym kierunku. I to właśnie ów obieramy jako wyznacznik fabuły na naszym blogowym podwórku.

Nikt nie myśli ani o rozwoju cywilnej technologii, ani o kolonizacji kosmosu, ponieważ trzecia i czwarta dekada XXI wieku to arena wielkich wojen. Bratobójcze walki w środkowej i północnej Afryce rozgorzały na nowo i ze zdwojoną siłą, meksykańskie kartele narkotykowe zaczęły się coraz bardziej przedzierać na teren Stanów Zjednoczonych, co zaowocowało wypowiedzeniem im brutalnej wojny, na całym południowym wybrzeżu Azji seria strajków i buntów doprowadziła do załamania na światowym rynku i wywołała wewnętrzne konflikty, Europa natomiast pochłonięta jest walką z ludnością napływową, która prowadzona jest przy użyciu coraz to brutalniejszych środków, a polityka multi-kulti została już dawno zapomniana. A Rosja? Rosja po zmianie polityki i (oczywiście pozornym) rozbrojeniu w roku 2019 zapewnia spokojne schronienie wszystkim. Za odpowiednią opłatą, uiszczoną najchętniej w głowicach nuklearnych i nieopatentowanych projektach broni masowego rażenia. Ale przecież rosyjski bardzo sprytny prezydent ma bezbronne rączki tutaj. Zaledwie kilka państw ominęła wojenna obsesja, a ich gospodarki wciąż nie są ukierunkowane jedynie na prowadzenie wojny. Kraje te osiągnęły gospodarczy szczyt, eksportując na tereny objęte walkami wszystko, co tylko potrzebne cywilom. Nie miało to jednak nic wspólnego z dobrodusznością, a ceny podstawowych produktów poszybowały w górę, czyniąc z nich dobra luksusowe. Przemysł zbrojeniowy natomiast ma się świetnie, a wszystko to, co jeszcze dwadzieścia lat temu było militarną abstrakcją rodem z filmów o idealnych żołnierzach, teraz jest trzecią generacją do tyłu.

Już wiele lat wcześniej mówiło się, że państwo jako instytucja traci monopol na prowadzenie wojny. Choć nie utraciło wszystkich możliwości, pałeczkę przejęły najpierw wszelkiego typu organizacje, a później prywatne firmy wojskowe. I to właśnie one interesują nas najbardziej.

Najemnicy czują się świetnie w świecie ogarniętym wojną. W końcu to na udziale w działaniach zbrojnych zarabiają duże pieniądze i to właśnie przedsiębiorstwa zajmujące się prowadzeniem wojny w imieniu osób prywatnych, organizacji lub państw pozwalają im zdobyć to, czego pragną najbardziej - bogactwo, kolekcję niesamowitych przygód, nielimitowane pokłady adrenaliny, realizację chorych fantazji lub wszystko na raz. Jedni porównują ich do korsarzy, inni do szpiegów, jeszcze inni do najbrutalniejszych złoczyńców, jakich przez wieki poznał świat. Prawda - jak zwykle - leży pośrodku.

Są wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Porywają, odbijają zakładników, zdobywają informacje, wykradają dane, sabotują lub wspierają regularne wojska. Różni ich od żołnierzy jedynie to, że nie kierują się wzniosłym idealizmem i nie oddali wierności żadnemu z państw, ale Organizacji, która przez okres trwania kontraktu kieruje ich losem. 

Fabuła bloga opiera się o katastroficzną wizję rozwoju wielkich cywilizacji XXI wieku, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a zawarte w zakładkach opisy są fikcyjne i jedynie (momentami dość luźno) nawiązują do pewnych wydarzeń z historii najnowszej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz